Egzamin ósmoklasisty pod lupą

12 maja 2026

Egzamin ósmoklasisty pod lupą

Bartek Rosiak, nauczyciel i wykładowca Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi, komentuje egzamin ósmoklasisty na łamach Dziennika Gazety Prawnej.


Test ma kluczowe znaczenie w procesie rekrutacji do szkół ponadpodstawowych. W teorii ma wyrównywać szansę, w praktyce ujawnia nierówności edukacyjne

Do tegorocznego egzaminu ósmoklasisty przystąpi niemal 394 tyś. uczniów z ponad 12, 5 tyś. szkół. Testy odbywają się przez trzy dni z rzędu: w poniedziałek uczniowie zmierzyli się z j. polskim, we wtorek piszą matematykę, a w środę język obcy nowożytny ( angielski wybrało 98, 4 proc. ósmoklasistów, a niemiecki 1, 2 proc. uczniów).

Przypomnijmy, że w ubiegłym roku najlepiej ósmoklasistom poszło z angielskim i polskim. Dziewczyny osiągnęły średnio 68 proc. z polskiego ( przy 59 proc. uzyskanych przez chłopców) i 71 proc. z angielskiego ( przy 69 proc. chłopców). W matematyce wyniki były niezależne od płci – uczniowie zdobyli średnio po 50 proc.

Co istotne, tzw. małej matury nie można nie zdać. Ale jej wyniki mają kluczowe znaczenie w rekrutacji do szkół ponadpodstawowych ( liceów, techników i szkół branżowych). W całym procesie kandydat może bowiem zdobyć maksymalnie 200 punktów, z czego część pochodzi z wyniku egzaminu, a część z ocen na świadectwie i dodatkowych osiągnięć.

Ale skoro w rekrutacji uwzględnia się zarówno wyniki egzaminu ósmoklasisty, jak i oceny na świadectwie, to dlaczego to właśnie egzamin w praktyce odgrywa główną rolę w procesie selekcji? – bW szkołach podstawowych większość uczniów ma bardzo dobre stopnie, które słabo różnicują ich poziom. W efekcie oceny tracą funkcję selekcyjną, a głównym narzędziem różnicującym kandydatów do szkół średnich staje się egzamin ósmoklasisty – wyjaśnia- Bartek Rosiak, nauczycieli wykładowca Akademii Humanistyczne – Ekonomicznej w Łodzi.

– Egzamin, mimo swoich wad, jest ujednolicony i sprawdzany według tych samych kryteriów, a więc bardziej obiektywny niż oceny szkolne – wtóruje Robert Córniak, wicedyrektor szkoły oraz założyciel serwisu Dealerzy Wiedzy. Jednocześnie zaznacza, że jego jakość może budzić pewne wątpliwości. Dlaczego? – Tak zwanej małej matury nie można nie zdać. A i tak ma ogromne znaczenie dla dalszej edukacji

Wyniki z polskiego zwykle układają się w dość klasyczny rozkład, przypominający krzywą Gaussa – widać grupę uczniów osiągających wyniki przewidywalne, mniejszą grupę bardzo dobrych i bardzo słabych – wskazuje. Inaczej wygląda matematyka, gdzie ” często obserwujemy wyraźne dwa bieguny: uczniów radzących sobie bardzo dobrze i tych którzy mają poważne trudności”. Z kolei w przypadku angielskiego problemem jest – jego zdaniem – zbyt niski poziom egzaminu. – Prostota sprawia, że większość uczniów osiąga bardzo wysokie wyniki, przez co test słabo różnicuje poziom – mówi. Córniak dodaje, że ” w przypadku testów z matematyki i języka obcego warto byłoby zastanowić się. min. nad ich konstrukcją”.

– Egzamin ósmoklasisty z matematyki w obecnej formie w ogóle nie pokazuje rzeczywistego poziomu uczniów. W pewnym sensie sugeruje, że polscy uczniowie są wyjątkowo uzdolnieni matematycznie, co jest obrazem fałszywym – zaznacza dr Karol Dudek-Różycki, nauczycieli przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych (PSNPP). Nastolatkowie dobrze zdają egzamin i trafiają do klas matematycznych, a później okazuje się, że nie są przygotowani do pracy na poziomie rozszerzonym. Konsekwencje? Słabe stopnie, problemy emocjonalne i spadek samooceny. Jego zdaniem egzamin na tym etapie edukacyjnym powinien też obejmować więcej przedmiotów. – Powinien diagnozować również poziom wiedzy z historii, WOS, geografii, chemii, biologii czy fizyki – wylicza.

Jak argumentuje, tylko wtedy można byłoby uniknąć sytuacji, w której uczniowie nie mają świadomości realnego poziomu swoich kompetencji. Według niego system wymaga zmiany i regularnej diagnozy na wcześniejszych etapach edukacji.

Inną kwestią są wyraźne rozbieżności między uczniami z dużych miasta tymi z mniejszych miejscowości. – Rodzice z dużych miast i o wyższym kapitale społeczno-ekonomicznym deklarują większe wydatki na edukację prywatną, przede wszystkim korepetycje i zajęcia dodatkowe – i to jest jedna z przyczyn rozjazdu wyników uczniów. To efekt inwestowania w prywatną edukację poza systemem – komentuje dr Iga Kazimierczyk, badaczka oświaty związana z Uczelnią Korczaka. – To w dużej mierze efekt likwidacji gimnazjów – przed czym wielu ekspertów ostrzegało. Wskazywano, że jeśli zlikwidujemy gimnazja, pogłębi to różnice edukacyjne i najmocniej uderzy w uczniów z mniejszych miejscowości. Te prognozy się potwierdziły – wskazuje Rosiak.

Wyniki egzaminu ósmoklasisty uczniowie poznają 3 lipca

Ostatnie publikacje eksperta